Tygodniowy szlaban

RSS
wtorek, 03 kwietnia 2012
Ogłoszenie :)

zapraszam na 2 rozdziały (z trzech) "Potwora z..." na http://miniaturkihp18.blox.pl :) i oczywiście na trzy poprzednie miniaturki, jeśli ktoś ich jeszcze nie dorwał :p tutaj nie pojawią się już nowe rozdziały, bo opowiadanie jest zakończone, więc wszelkie nowości będą wrzucane tam (adres powyżej) lub na nowego bloga, jeśli kiedyś wymyślę znów coś dłuższego :) pozdrawiam wszystkich :*

01:18, monalo4
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 stycznia 2012
miniaturka 2

zapraszam na kolejną miniaturkę, tym razem z nieco innej kategorii, a mianowicie "HP/DM Prywatna rozgrywka" - http://miniaturkihp18.blox.pl/html

04:02, monalo4
Link Komentarze (1) »
środa, 25 stycznia 2012
miniaturka :)

zapraszam wszystkich na nową miniaturkę HG/SS pod tytułem "Bal" na http://miniaturkihp18.blox.pl :) miłej lektury :)

01:32, monalo4
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 grudnia 2011
Dzień siódmy cz.2
a oto... a zresztą, nie będę Wam przynudzać :p dobrej zabawy :D
Więcej »

01:30, monalo4
Link Komentarze (15) »
Dzień siódmy cz.1
długo myślałam nad tą decyzją, ale w końcu postanowiłam zrobić Wam prezent świąteczny i wstawić ostatni rozdział już dziś, zamiast dopiero w poniedziałek :) i teraz mniej przyjemna część: z góry ostrzegam, że jeśli komuś nie pasują ciepłe usta lub choćby odrobina czułości u Severusa, to lepiej niech od razu odpuści sobie ten rozdział. Wtedy zapraszam na gg, powiem jak się skończyło i oszczędzicie sobie niesmaku. Innymi słowy: jeśli komuś nie podoba się nieszablonowość bohaterów – nie ma obowiązku czytania, chyba że o czymś nie wiem. Dziękuję i mimo wszystko życzę miłej lektury :) oraz oczywiście wesołych, pogodnych i spokojnych świąt :* aha, zapomniałabym o najważniejszym: chciałabym zadedykować ten rozdział osobom, które są ze mną od samego początku albo przynajmniej od drugiego rozdziału, a są to mionka94, krew-dziewicy, pani_nocy, sybilla02 oraz sansz - dzięki za to, że czytałyście wytrwale te moje wypociny i przy każdej części zostawiałyście część siebie, jestem za to szczerze wdzięczna :) tutaj kończę "pracę", ale jeśli pojawi się coś nowego, to dam o tym znać na http://miniaturkihp18.blox.pl/html, gdzie również serdecznie zapraszam na pierwsze krótkie opowiadanie :)
Więcej »

01:29, monalo4
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Dzień szósty cz.2
przy okazji dzielenia przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz: pomyślcie proszę nad jakimś określeniem na Snape'a (w stylu "Chłopiec, Który Przeżył" albo "Ten, Którego..."), które będzie oddawało najlepiej jego styl bycia - potrzebuję tego do jednej wypowiedzi w ostatnim rozdziale i za Chiny nie mogę nic wymyślić :/ a teraz już nie zatrzymuję :)
Więcej »

00:07, monalo4
Link Komentarze (11) »
Dzień szósty cz.1
Odpowiadając na poprzednie komentarze: takie zwodzenie się jest uzasadnione, w końcu z jednej strony mają żelazne generalnie zasady (moralne oraz szkolne), a z drugiej strony z trudem ukrywane wzajemne zainteresowanie, i tu następuje dylemat obojga. A co do kierowania się "głowami": jak Hermiona zdążyła zauważyć, nasz Mistrz Eliksirów od dawna nie miał żadnej kobiety, więc teraz ciężko mu się opanować. miłej lektury :)
Więcej »

00:03, monalo4
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Dzień piąty cz. 2
nienawidzę limitów wielkości... miłej lektury :D
Więcej »

00:11, monalo4
Link Komentarze (13) »
Dzień piąty cz. 1
piątek, do końca bliżej niż dalej - mam nadzieję, że Wam się spodoba :)
Więcej »

00:10, monalo4
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Dzień czwarty

- Hermiono, co Ci jest? Zwykle na moich zajęciach jesteś pogodna i zadowolona z życia, dziś wyglądasz, jakby przebiegło po Tobie stado hipogryfów…

- Przepraszam Cię Hagridzie – odpowiedziała, odchodząc od kojca gumochłonów i jednocześnie od większości uczniów. – Miałam wczoraj ciężki wieczór i trochę się przez to nie wyspałam…

Prawda była taka, że w ciągu całej nocy spała może trzy kwadranse. Po dwóch godzinach siedzenia pod gwiazdami już miała wracać do zamku, gdy nagle zobaczyła zmierzającą w jej stronę ludzką postać. No to koniec, już po mnie, przemknęło jej przez głowę, zwłaszcza, gdy już zidentyfikowała zbliżającą się osobę.

Severus Snape podszedł do niej i rzucił w nią czymś zawiniętym w szary papier, po czym oddalił się szybko, mamrocząc coś o nieodpowiedzialności, a wręcz głupocie Gryfonów. Już chciała odrzucić zawiniątko daleko od siebie i wykrzyczeć mu, żeby się wypchał, gdy z paczki wysunął się gładko jakiś materiał i opadł jej na nogi. Hermiona złapała go w palce i poczuła mieszane uczucia – trzymała w ręku pelerynę-niewidkę, którą nauczyciel musiał przywołać z dormitorium chłopców. Najwyraźniej nie chciał, żeby ryzykowała przyłapaniem przez kogoś na wałęsaniu się po szkolnych korytarzach nocą.

Mimo tego, jak potraktował ją wcześniej, była mu wdzięczna za ten drobny gest. Może dotarło do niego, że zachował się podle i chciał się jakoś zrehabilitować…? Z jednej strony chciała roześmiać się z powodu absurdalności tego pomysłu, z drugiej czuła, że ma przynajmniej minimalną rację. Ostatecznie tylko narzuciła na siebie płaszcz i na palcach udała się do sypialni po rzeczy, później pod szybki prysznic, a następnie do łóżka, choć rzucała się po nim tylko, bijąc się z myślami.

- Czyżby Snape aż tak bardzo dał Ci popalić…? – Hagrid wyrwał ją z letargu.

- Co…? A, nie, nie było aż tak źle, sprzątałam klasę eliksirów po huraganie zwanym pierwszoroczniakami – spróbowała się swobodnie roześmiać, co wyszło jej dość marnie.

- No więc co się stało? – olbrzym nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Był przyjacielem, ale nie chciała nikomu spowiadać się z tego akurat problemu.

- Po prostu nawał zajęć i do tego ten szlaban, brakuje mi czasu na myślenie o czymkolwiek, więc i na zadowolenie nie mam czasu – powiedziała tonem, który kończył wszelkie dyskusje i wróciła do wykonywanego wcześniej zajęcia.

Hagrid obserwował ją jeszcze przez jakiś czas, ale w końcu stracił nadzieję na powrót do tematu. Godzinę później siedzieli już na drugim śniadaniu. Hermiona po powrocie z kąpieli od razu odesłała pelerynę Harry’emu, więc chłopak nie miał pojęcia, że ktokolwiek w ogóle ją ruszał. Wcześniej jednak udała się jeszcze do sowiarni. Naskrobała na kawałku pergaminu zdawkowe podziękowanie z zamiarem wysłania odpowiedniej osobie.

Teraz patrzyła, jak niewielka szkolna sowa siada na stole przed Mistrzem Eliksirów. Mężczyzna całkowicie zdziwiony odebrał od niej kartkę i, przeczytawszy szybko zapisaną na niej wiadomość, zaczął przeszukiwać wzrokiem zgromadzonych przy stołach uczniów. Gdy odnalazł Hermionę, patrzył na nią przez chwilę zdumiony, a ona po chwili zastanowienia skinęła mu nieznacznie głową. Na jego twarzy zagościł chwilowy uśmiech, przeznaczony tylko dla niej, i gdy spojrzała na niego trzy sekundy później znów siedział zasępiony jak zwykle, podpierając głowę łokciem i ignorując wszystkich wokół.

***

Zwykle zajęcia z opieki nad magicznymi stworzeniami kończyły się „bezstresowo”, jednak tym razem Hagrid dał im do wykonania zadanie domowe. Na następnych zajęciach mieli omawiać w teorii smoki i każdy miał napisać przynajmniej trzy stopy wypracowania na temat ich najczęściej spotykanych ras.

Co za ironia – powiedziałam Hagridowi o braku czasu, a on w zamian dowalił nam jeszcze więcej. Nie ma co, bycie nauczycielem zdecydowanie mu służy… Hermiona siedziała w bibliotece i rozszyfrowywała wykres znajdujący się w jednym z opasłych tomów należących do księgozbioru. Diagram przedstawiał zależność ich występowania od warunków naturalnych na wyszczególnionych terenach, co jednak nie do końca docierało do umysłu dziewczyny. Tym razem była zbyt zajęta narzekaniem na całkowitą niesprawiedliwość, jaka ją spotkała, chociaż nic nie mogła na nią poradzić – szkoła to szkoła.

Prychała raz po raz pod adresem zwykle lubianego nauczyciela, gdy nagle usłyszała szybkie kroki zmierzające w jej stronę. Poderwała głowę i zobaczyła powiewające czarne szaty znikające w alejce obok. Już miała czytać dalej, gdy nagle książka prawie nad jej głową niespodziewanie wysunęła się z półki i pewnie spadłaby z hukiem na stół, gdyby nie wrodzony refleks dziewczyny, która chwyciła ją w połowie drogi.

Już chciała odłożyć ją na miejsce i pójść na drugą stronę, żeby wyrazić swoje oburzenie niezgrabnością Starego Nietoperza, gdy zobaczyła kawałek papieru wystający zza okładki. Pani Pince namiętnie wręcz pozbywała się tego typu strzępków, więc nie sądziła, żeby była to przypadkowa kartka. Wyciągnęła ją i przeczytała treść.

 

W razie, gdybyś nie usłyszała – Gryfoni nie mają za grosz rozumu. Mam jednak nadzieję, że powrót do dormitorium przebiegł szybko i sprawnie, choć sądząc po Twoim wyglądzie raczej wątpię. Następnym razem proszę o rozmyślanie nad moim urokiem osobistym w miejscu, które się do tego lepiej nadaje.

SS

 

Dziewczyna wpatrywała się w tekst z otępieniem. Słowa aż ociekały jadem i ironią, jej jednak zachciało się śmiać niemalże natychmiast po ich przeczytaniu – profesor Snape całkowicie zapomniał o oficjalnych zwrotach i pisał do niej na „Ty”, co nakazywało jej zastanowienie nad rzeczywistym przesłaniem wiadomości. Na dodatek wyraził nadzieję na jej bezpieczny powrót do łóżka, co już samo w sobie było niewiarygodnie dziwnym zjawiskiem. Gryfonka, lekko zarumieniona z radości, wrzuciła kartkę do torby i kontynuowała pisanie, znów z trudem skupiając się na najprostszych rzeczach.

***

Pierwszy raz w czasie swojego pobytu w Hogwarcie, Hermiona Granger nie uważała całkowicie na historii magii. Profesor Binns tym razem i ją wprowadził w stan absolutnego odrętwienia umysłowego, tak więc siedziała w swojej ławce nie notując ani słowa z jego wykładu i patrząc tępo przed siebie. Harry i Ron nie wiedzieli, co tym wszystkim myśleć, ale zbyła ich komentarze machnięciem ręki, przywracając na twarz wyraz zobojętnienia na cały świat.

Po wyjściu z sali odniosła rzeczy do dormitorium i niechętnie wróciła na kolację. Cały dzień spędziła na pisaniu pracy dla Hagrida i przynajmniej miała już ją z głowy, teraz wystarczyło tylko nie zasnąć nad posiłkiem i przeżyć szlaban u Snape’a, a potem wreszcie udać się na upragniony odpoczynek. Miała nadzieję na długi i spokojny sen, z racje tego, że rano była gotowa odpuścić sobie nawet śniadanie, bo zajęcia zaczynała dopiero w południe. Ciężko było jej trochę uwierzyć w to, że aż tak się rozleniwiła, ale w końcu każdy kiedyś zasługuje na odrobinę luzu i relaksu.

Wyszła z Wielkiej Sali w towarzystwie przyjaciół, którzy patrząc za nią z niepokojem udali się do Pokoju Wspólnego. Ona natomiast poczłapała smętnie do lochów, nastawiając się po drodze na kolejną porcję lekceważących komentarzy i zapominając całkowicie o otrzymanej notatce.

Zapukała ciężko w drzwi i weszła, gdy usłyszała zza nich pozwolenie. Mistrz Eliksirów siedział za swoim biurkiem i obserwował ją od momentu przekroczenia progu gabinetu. Gdyby nie to, że widywała go w innych miejscach szkoły, mogłaby pomyśleć, że krzesło jest z nim trwale połączone, gdyż za każdym razem znajdowała go w tej samej pozycji. Podeszła bliżej i czekała na polecenie.

- Granger, w nocy powinno się spać, a nie myśleć o niebieskich migdałach lub liczyć źdźbła trawy na łące – odezwał się złośliwie.

- Snape, w nocy… – odruchowo zaczęła odpowiadać w tym samym tonie, ale w porę zorientowała się, co powiedziała. – To jest… Profesorze Snape…

Patrzył przez chwilę na jej przerażone spojrzenie i po chwili zrobił coś, co świat widział u niego może dwa razy w całym jego marnym życiu: roześmiał się. Hermiona na początku skuliła się w sobie w oczekiwaniu na ostrą reprymendę, zamykając jednocześnie oczy, jednak otworzyła je gwałtownie w reakcji na odgłos, którego nie oczekiwała za żadne skarby świata.

Gdy zobaczył jej szeroko otwarte oczy, jego śmiech nasilił się, a po policzkach popłynęły mu łzy. Opamiętał się jednak po chwili i usiłował zmusić do swojego standardowego wyrazu twarzy, co nie przyszło mu zbyt łatwo – wciąż miał przed oczami jej spojrzenie.

- Muszę przyznać, że wie pani, jak doprowadzić człowieka do niecodziennego stanu, jestem tego najlepszym przykładem… – urwał, znajdując w swojej wypowiedzi drugie dno. Ona jednak była tego dnia zbyt nieprzytomna, żeby do końca pojąć, co powiedział, więc niezrażony kontynuował. – Choć wolałbym, żeby nie wspominała pani nikomu o tej sytuacji, nie chcę psuć sobie opinii Naczelnego Postrachu Hogwartu – uniósł brwi z lekkim rozbawieniem, a ona skinęła nieprzytomnie głową. – W takim razie zanim pani zaśnie… – poprowadził ją znów do klasy, po drodze zabierając ze sobą czytaną książkę. – Dziś będzie pani wydobywać fasolki pykostrąków. Profesor Sprout ma zbyt dużo na głowie i poprosiła mnie, żeby zlecić to komuś na moich nieustających szlabanach, padło na panią.

Dotarli do pomieszczenia, w którym Hermiona zobaczyła trzy miski: jedna z nich była wypełniona po brzeg dużymi różowymi strąkami, które należało ostrożnie rozłupywać, wysypując z nich średniej wielkości nasiona. Druga stała obok i zapewne miała został wypełniona fasolkami, trzecia stała pod ławką i, jak (błyskotliwie jak na swój stan umysłu) zauważyła dziewczyna, do niej powinna wrzucać opróżnione łuski.

Usiadła przed ławką i zabrała się za pracę. Jej palce dość sprawnie radziły sobie z otwieraniem strąków i wysypywaniem ziaren, gorzej było z utrzymaniem ich w porządku, gdyż wybitnie nie chciały wpadać prosto do przeznaczonego na nie naczynia. Pierwsza ich porcja poszła na zmarnowanie, gdyż od razu po zetknięciu z podłożem wystrzeliły w górę zielonymi łodygami i kwiatostanem. Snape zauważył ten fakt, ale nie odezwał się ani słowem, zwłaszcza na widok jej kolejnego ataku strachu. Dziewczyna złapała kolejny strączek i delikatnie otworzyła go tuż przy dnie miski, tym razem zatrzymując je wszystkie wewnątrz i od tej pory nie robiąc większych szkód. Obserwował ją jeszcze przez kilkanaście sekund, aż w końcu zmusił się do powrotu do lektury i pozostawienia jej samej sobie.

Jakiś czas później podniósł wzrok, nie słysząc kolejnych uderzeń nasion. Widok, jaki przedstawiał się przed jego oczami, przeszedł jego najśmielsze oczekiwania – nie, nigdy w życiu nie przypuszczałby nawet, że coś takiego będzie miało miejsce w jego obecności, i to na szlabanie: Hermiona miała głowę opartą o dłoń leżącą na brzegu miednicy i najzwyczajniej w świecie spała. Wyglądała tak spokojnie i niewinnie, że Snape nie miał sumienia jej budzić, cokolwiek było przyczyną jej stanu.

Fasolki w naczyniu lekko pulsowały, co oznaczało, że za moment mogą zacząć z niego wyskakiwać, więc zabezpieczył je odpowiednim zaklęciem, po czym wziął dziewczynę na ręce i przeniósł do swojego gabinetu, układając ją delikatnie na kanapie i przykrywając kocem. Westchnęła przy tym nieznacznie i chwyciła jego przedramię, przytulając je do siebie, ale wysunął je z jej objęć i wrócił do sali po lekturę. W drodze powrotnej spojrzał na nią jeszcze raz i, nie mogąc się powstrzymać, złożył na jej czole lekki pocałunek, wywołując tym jej kolejne westchnienie. Otrząsnął się z kolejnej porcji napływających do niego uczuć i usiadł w fotelu, zajmując umysł czymś bardziej dla niego akceptowalnym.

 

Dziewczyna ocknęła się i natychmiast rozejrzała dookoła, nie wiedząc, gdzie się znajduje. Gdy zobaczyła Snape’a siedzącego z książką w ręku i wpatrującego się w nią z zainteresowaniem, zerwała się na równe nogi, z ulgą zauważając, że przynajmniej jest kompletnie ubrana. Spostrzegła też rozbawienie ponownie goszczące w jego spojrzeniu, więc ogarnęła myśli i usiadła z powrotem na kanapie.

- Co.. Co się stało?

- Jak już mówiłem, w nocy się śpi… – nie mógł powstrzymać się od tego komentarza, choć zmienił zdanie błyskawicznie na widok zmiany wyrazu jej oczu. – Zasnęłaś nad miską – powiedział już dużo łagodniej, co przyjęła z widoczną ulgą, choć dalej z niepokojem, jeśli chodzi o treść jego wypowiedzi.

- Z tego co pamiętam, łuskałam fasolki w klasie eliksirów, nie w pana gabinecie, profesorze.

- Błyskotliwe spostrzeżenie. Wolałem jednak, żebyś nie odgniatała sobie siedzenia na tym twardym krześle i czoła na brzegu cebrzyka, więc przeniosłem Cię tutaj. Chyba znacznie wygodniej się spało, prawda…?

- Oczywiście panie profesorze. Zastanawiam się jednak, czemu po prostu mnie pan nie obudził, w końcu to szlaban, a nie czas na relaks i odpoczynek.

- Panno Granger, chce mi pani powiedzieć, że byłaby pani w stanie siedzieć tak przez powiedzmy dwie godziny i nieprzerwanie odbywać swój szlaban…?

Musiała przyznać mu rację. Jej oczy zamykały się samoczynnie w dalszym ciągu, choć czuła się nieco bardziej przytomna. W końcu gdyby miała dać radę, nie zasnęłaby w trakcie zadania.

- Racja, skoro zasnęłam, to chyba było to nieuniknione. Przepraszam za to, po prostu w nocy…

Nie chciała kończyć zdania, bo musiałaby wspomnieć o wczorajszym szlabanie, a tego by nie zniosła. Jej ciało dalej reagowało wrzeszczącą wręcz frustracją, gdy tylko spojrzała na jego usta, które wczoraj z takim chłodem, a mimo tego z wyczuwalnym uczuciem, dotknęły jej ust. Jeden jedyny raz, a do tej pory czuła fakturę jego warg i desperację, z jaką pochylił się nad nią. Spojrzała na niego i zobaczyła w jego oczach nieme błaganie o milczenie.

- Jest dopiero jedenasta – powiedział po chwili, patrząc na zegar wiszący przy kominku. – Możesz dokończyć łuskanie, nie powinno Ci to już zająć tyle czasu.

Znowu „Ci”, nie „pani”… Hermiona znów miała mętlik w głowie. Ziewnęła potężnie, zasłaniając usta dłonią, po czym wstała i przeniosła się z powrotem do sali. Z ulgą zauważyła, że pozostał w fotelu. Niemalże zmusiła się do dalszej pracy, starając się zachować w miarę przytomny umysł i nie myśleć o zbędnych rzeczach. Zanim się spostrzegła, miała za sobą już ponad pół miski i wielkimi krokami zbliżała się do końca. Nie zauważyła przy tym, że jest obserwowana.

Mistrz Eliksirów stał w przejściu i wpatrywał się w nią od dobrych kilku minut. Tym razem jej dłonie pracowały szybko i sprawnie, przesypując nasiona do naczynia i łapiąc za kolejne strąki. Przyglądał się jej już jakiś czas i dopiero po chwili poczuł, że jego podbrzusze reaguje dość dziwnie na tą sytuację. Zastanowił się nad tym i doznał olśnienia: jej palce z wyczuciem przesuwały się po gładkiej powierzchni roślin, co jakiś czas uciskając je, aby wycisnąć ze środka bardziej uparte fasolki. Na samą myśl o tym, co te dłonie mogłyby z nim zrobić, poczuł gorąco na twarzy. I oczywiście w tym momencie musiał zostać zauważony.

Hermiona usłyszała szelest z prawej strony i obróciła głowę, łapiąc się na tym, że spodziewała się takiego widoku. Nie zareagowała jednak w żaden sposób, dopóki nie skończyła wypełniać naczynia. Wtedy wstała od stołu i ruszyła w jego kierunku. Chce zabawy, to będzie ją miał…

- Tak pomyślałem, że zaraz pani skończy, więc przyszedłem wszystko od razu schować. Jest pani wolna, panno Granger.

- Chwileczkę… Wydaje mi się… Tak, dobrze widzę, ma pan tu jeszcze jeden strąk… – wsunęła rękę do jego kieszeni i „wyjęła z niej” roślinę, którą chwilę wcześniej ukryła w rękawie szaty. – Nie mogę pozwolić, żeby się zmarnował, prawda?

Przyglądał jej się z zaciekawieniem. Ona tymczasem złapała strąk czubkami palców i zaczęła go delikatnie ugniatać w celu zmiękczenia go, żeby łatwiej wydobyć z niego nasiona. Przez cały czas patrzyła na jego twarz, która zaczęła się robić coraz bardziej czerwona, gdy dotarło do niego, co właściwie ogląda. W końcu przesunęła zamkniętą dłonią wzdłuż strąka i podeszła do miski, aby wysypać zawartość. Wrzuciła pustą łuskę do pojemnika na odpadki i ruszyła w stronę gabinetu.

Zanim jednak tam dotarła, musiała pokonać wąski korytarz, który zajmował prawie całkowicie. Obróciła się więc bokiem w kierunku przejścia i chciała go ominąć, modląc się prawie o to, żeby go nie dotknąć, co było praktycznie niewykonalne. W momencie, gdy była już w połowie drogi, poczuła na pośladkach jego znaczną już erekcję i zalała ją fala gorąca. On też musiał ją poczuć, bo najpierw drgnął nerwowo, odsuwając się od niej na kilka centymetrów, a następnie, w przypływie kolejnego szalonego impulsu, niemal wgniótł ją w ścianę.

- Wiesz, że wystarczyło powiedzieć „przepraszam”, zamiast przeciskać się w tym i tak ciasnym korytarzu…? – wyszeptał, aż zadrżała pod wpływem jego oddechu na szyi.

- A wie pan, że wystarczyło się odsunąć, kiedy podeszłam?

Nie chciała tego, ale jej biodra same nieznacznie przesunęły się w jego stronę, drażniąc oboje niemiłosiernie. Usłyszała jego cichy jęk i sekundę później poczuła jego gorące wargi na swojej szyi. Przesuwał nimi powoli i zmysłowo, o co nigdy w życiu by go nie podejrzewała. Z całej siły starała się, żeby z jej ust nie wydobył się nawet najdrobniejszy szmer.

- Pragniesz tego… Czuję, jak poruszasz się przy mnie i jesteś tak samo rozpalona jak ja, przyznaj to wreszcie… – wymruczał jej do ucha, nachylając się z prawej strony.

Z cichym jękiem odwróciła głowę w jego kierunku i, patrząc mu prosto w oczy, zaczęła przysuwać swoje usta do niego. Gdy dzieliły ich już tylko milimetry odsunęła głowę i, nie przerywając kontaktu wzrokowego, wymknęła się z jego objęć, po czym ruszyła powoli w kierunku gabinetu. Szła tyłem, patrząc na niego wymownie i kusząc samym spojrzeniem, a on podążał za nią z miną ogłupiałego ze szczęścia nastolatka. Ledwo powstrzymała się przed wybuchem śmiechu.

Zatrzymała się dopiero przy kanapie. Podszedł do niej i złapał ją za biodra, przyciągając ją nieznacznie do siebie. Obróciła ich tak, że stał tyłem do kanapy i popchnęła nieznacznie, aż usiadł z głuchym klapnięciem. Niewinnym ruchem zdjęła jego ręce ze swoich bioder i położyła mu na kolanach, pochylając się jednocześnie nad nim z pożądaniem w oczach.

Wbił się plecami w oparcie i z szeroko otwartymi oczami oczekiwał jej czerwonych i wilgotnych warg. Od wczoraj nie myślał prawie o niczym innym, jak tylko o tym, żeby wreszcie ich posmakować. Wiedział, że całkowicie zbłaźnił się poprzedniego wieczora i teraz chciał naprawić swój błąd, a ona była jak najbardziej chętna.

Przybliżała twarz coraz bardziej do jego twarzy, czuła już jego przyspieszony oddech i widziała żądzę w jego spojrzeniu. Pamiętała, jak potraktował ją wczoraj i dlatego było to dla niej ogromnym zdziwieniem, a zarazem swego rodzaju „wyznaniem”, na które tak długo czekała. Jego usta znów dzielił od niej tylko niewielki odstęp i w pewnym momencie po prostu musnęła je przelotnie, szepcząc w nie jednocześnie niemal niezauważalnie:

- Nigdy. W. Życiu.

Po tych słowach zerwała się i zostawiła osłupiałego mężczyznę siedzącego na kanapie, wybiegając z jego gabinetu i zatrzaskując za sobą drzwi.

02:05, monalo4
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2
następne
Archiwum
Listopad 2011
Grudzień 2011
Styczeń 2012
Kwiecień 2012
Zakładki:
Ulubione
Aby złagodzić nudę - Hermiona ...
Hermiona Granger x Severus Snape: ...
Hermiona Granger x Severus Snape: ...
HG SS nieco ostrzej
HG SS PO GODZINACH
HG SS PÓŁ ŻARTEM PÓŁ SERIO
Just takes a little time
Lucius Malfoy Hermione Granger
Maskarada
Miłość trzeba budować, odkryć ją ...
Ratując twe życie
Severus Hermiona - pokochać ...
Severus i Hermiona
Severus i Hermiona - Tylko przyjdź ...
Snape x Granger
Snape x Granger - Zabawa
The Power of Love - Hermiona i ...
Ukochany Tatuś
Zatańcz ze mną - HGxSS
Tagi
  • Hermiona Granger
  • Severus Snape
  • szlaban
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 2
zamów newsletter
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog